Biblijne standardy zdrowotne

Gdy Mojżesz wyprowadzał Izraelitów z Egiptu, Bóg dał mu następującą obietnicę: „Jeśli wiernie będziesz słuchał głosu twego Boga, Jahwe, i będziesz wykonywał to, co jest słuszne w Jego oczach; jeśli będziesz dawał posłuch Jego przykazaniom i strzegł wszystkich Jego praw, to nie ukarzę cię żadną z tych plag, jakie zesłałem na Egipt, bo Ja, Jahwe, chcę być twym lekarzem” (Wj 15.26 BT). Czy te zalecenia i przepisy dotyczące zasad zachowania zdrowia były rzeczywiście skuteczne i na ile przysłużyły się nam, współcześnie żyjącym?

Przede wszystkim warto zauważyć, że zalecenia te były skuteczniejsze niż środki ówczesnej medycyny starożytnej. Wynika to chociażby z porównania biblijnych przepisów z zaleceniami medycznymi zawartymi w słynnym Papirusie Ebersa, pochodzącym z około 1550 r. przed Chrystusem. Na przykład w starożytnym Egipcie stosowano – w przeciwieństwie do biblijnych zasad zdrowia – takie środki lecznicze jak „krew jaszczurek, świńskie zęby, rozkładające się mięsa, wilgoć ze świńskich uszu, tłuszcze zwierzęce, odchody zwierząt, w tym człowieka, osłów, antylop, psów, kotów, a nawet much” (S.E. Massengill, A Sketch of Medicine and Pharmacy and An Ancient Egyptian Herbal, Bristol 1943, s.16).

Tymczasem Mojżesz, chociaż urodził się w Egipcie i wdrożono go we wszelką mądrość Egipcjan” (Dz 7.22), nie stosował się do recept zalecanych w ich księgach, ale wyłącznie do wskazówek otrzymanych na Górze Synaj. Oto niektóre z nich.

Przepisy dotyczące chorób zakaźnych

Zanim przejdziemy do chorób zakaźnych, warto najpierw podkreślić, że przepisy biblijne dotyczące zachowania zdrowia okazały się skuteczne nie tylko w starożytności, ale również w czasach średniowiecza, kiedy to przez wiele wieków zaraźliwe choroby zabijały miliony ludzi w całej Europie. Wiadomo, że sama czarna śmierć – dżuma – w XIV wieku pozbawiła życia jedną czwartą mieszkańców Europy (60 milionów). Plaga ta jednak tylko minimalnie dotknęła ludność narodowości żydowskiej. Działo się tak z prostego powodu, ponieważ Żydzi stosowali się do następujących wskazówek Księgi Kapłańskiej:

„Jeżeli u jakiegoś człowieka pojawi się na skórze jego ciała obrzęk albo wysypka, albo plama i rozwinie się to na skórze jego ciała tak, że wygląda to na trąd, to (…) przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Samotnie mieszkać będzie, jego mieszkanie będzie poza obozem” (Kpł 13.2,46).

Innymi słowy, Żydzi uważali, że osoby podejrzane o chorobę zakaźną należy odizolować od pozostałych, by w ten sposób zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby. Mało tego, nawet gdy osoby te wyzdrowiały, miały one wyprać swoje szaty, zgolić wszystkie swoje włosy, umyć się w wodzie i przebywać jeszcze siedem dni poza swoim namiotem, aby upewnić się, że osoba ta jest zupełnie zdrowa (Kpł 14.8). Wszystkie te zalecenia miały chronić społeczność izraelską od różnych chorób zakaźnych. Kiedy więc zalecenie te zastosowano w krajach Europy także wśród nie-Żydów, niebawem ograniczono zasięg wszelkich chorób zakaźnych i w ten sposób uratowano potencjalne ofiary. W końcu uznano też, że biblijne przepisy dotyczące chorób zakaźnych „zawarte w 13 rozdziale 3 Księgi Mojżeszowej można uważać za pierwszy model prawodawstwa sanitarnego” (Arturo Castiglione, A History of Medicine, New York: Alfred A. Knopf, Inc., 1941, s. 71).

Przepisy dotyczące higieny

Aż do XIX wieku medycyna niewiele wiedziała także o istnieniu zarazków i infekcji. Z tego też powodu takie choroby jak cholera, dyzenteria i tyfus zbierały ogromne żniwo. Główną zaś przyczyną tego stanu rzeczy były zaniedbania dotyczące higieny. Warto przypomnieć, że aż do XVIII wieku wszelkie nieczystości z ekskrementami włącznie wylewano na ulice. To zaś sprzyjało rozmnażaniu się much, które z kolei roznosiły różnego rodzaju zarazki zabijające miliony ludzi. A przecież można było tego uniknąć, gdyby nie zignorowano prostych zasad sanitarnych, o których Biblia mówi tak:

„Poza obozem będziesz miał pewne miejsce i tam na zewnątrz będziesz wychodził. Wśród swoich przyborów będziesz miał łopatkę, a gdy przykucniesz na zewnątrz, wykopiesz nią dołek, po przykucnięciu przykryjesz to, co z ciebie wyszło” (Pwt 23.13-14).

Dziś ten sposób wydaje się nam bardzo prymitywny, ale w minionych wiekach był najskuteczniejszym sposobem chroniącym Żydów od masowych zgonów na skutek chorób zakaźnych.

Ochronie przeciwko roznoszeniu zarazków miały służyć również przepisy dotyczące kontaktu z osobą zmarłą. Czytamy:

„Kto dotknie jakiegokolwiek zmarłego człowieka będzie nieczysty (…). Powinien on oczyścić się wodą oczyszczenia” (Lb 19.10-11).

Niestety, lekarze dopiero w XIX wieku zdali sobie sprawę z konieczności mycia rąk dla zapobiegania roznoszenia zarazków wśród pacjentów. Jako pierwszy na ten fakt we wczesnych latach 40. XIX w. zwrócił uwagę wiedeński lekarz – dr Ignacy Semmelweis. Zauważył on, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy dokonywaniem sekcji zwłok a badaniem ciężarnych kobiet. Te bowiem kobiety, które poddane były badaniom ginekologicznym przez lekarzy, którzy wcześniej dokonywali sekcji zwłok, wkrótce zapadały na gorączkę połogową i umierały.

Kiedy po tych obserwacjach na oddziale położniczym, którym kierował, wszystkim lekarzom nakazał staranne mycie rąk po każdej sekcji zwłok, a nawet po badaniu każdej żywej pacjentki, umieralność zdecydowanie spadła.

Niestety, ponieważ dr Semmelweis miał sporo przeciwników, antyseptyczna metoda oczyszczania rąk i instrumentów chirurgicznych powszechnie wprowadzona została dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Szkoda, że tak późno, bo najważniejszą zasadą zachowania zdrowia jest higiena osobista, a Biblia o tym mówi już od ponad 3 tysięcy lat.

Obrzezanie a zdrowie

Równie ważnym, nie tylko ze względów religijnych, ale także zdrowotnych, okazało się obrzezanie niemowląt płci męskiej, które polega na usunięciu jego napletka w ósmym dniu po urodzeniu. Do Abrahama powiedziano:

„Każde wasze dziecię płci męskiej, po wszystkie pokolenia, gdy będzie miało osiem dni, ma być obrzezane” (Rdz 17.12).

Według Biblii obrzezanie jest symbolem przymierza z Bogiem. Miało więc przede wszystkim religijny wymiar. Jednakże już żydowski filozof, Filon z Aleksandrii w I wieku n.e. szukał wyjaśnienia i uzasadnienia tego zabiegu we względach medycznych. Ten też aspekt na powrót został podniesiony w XX wieku, kiedy lekarze amerykańscy zaniepokojeni ogromną śmiertelnością kobiet na raka pochwy i szyjki macicy, zwrócili uwagę, że wśród ofiar prawie wcale nie ma kobiet żydowskiego pochodzenia. Zaczęto więc zastanawiać się nad tym fenomenem i dzięki wnikliwym studiom porównawczym odkryto, że istnieje wyraźna zależność między obrzezaniem a zdrowiem. Stwierdzono, że w czasach, kiedy specjalnie nie dbano o higienę, obrzezanie nie tylko sprzyjało zachowaniu czystości, ale także zapobiegało chorobom nowotworowym pochwy i szyjki macicy u kobiet. Krótko mówiąc, obrzezanie było przez całe wieki najlepszym środkiem profilaktycznym i tak też jest ono traktowane dziś przez wielu Żydów reformowanych.

Co więcej, w połowie XX wieku medycyna odkryła również dlaczego niemowlęta płci męskiej należy obrzezać ósmego dnia, a nie wcześniej lub później. Otóż odkryto, że tego właśnie dnia ilość witaminy K i protrombiny, związków powodujących krzepniecie krwi, które formują się w normalnej ilości dopiero między 5 a 7 dniem, wzrasta ósmego dnia do 110 procent. Gdyby więc niemowlę obrzezano wcześniej albo później, narażono by je na wykrwawienie. Stąd też niemowlę bezpiecznie można było obrzezać nie wcześniej ani nie później, tylko w ósmym dniu.

Pozostaje jeszcze wyjaśnić pewne nieporozumienie dotyczące wysysania ustami krwi z rany po obrzezaniu (coraz częściej do tego celu stosuje się szklane rurki), którego celem jest sprawdzenie, czy krew dopływa swobodnie. Otóż ta kontrowersyjna czynność, wykonywana jest tylko wśród ultraortodoksyjnych Żydów i nie ma nic wspólnego z biblijnym zaleceniem i według Prawa Mojżeszowego nie stanowi elementu obrzezania. Poza tym w USA, gdzie dominuje judaizm reformowany, obrzezania najczęściej dokonują lekarze na oddziałach położniczych. Większość Żydów oraz nie-Żydów coraz częściej godzi się też na ten zabieg głównie ze względów zdrowotnych niż religijnych.

Jedno jest pewne: niezależnie od osiągnięć w dziedzinie medycyny, pewne biblijne standardy higieniczne i zdrowotne z czasów Abrahama i Mojżesza wyprzedziły je o ponad 3 tysiące lat. Skąd Abraham wiedział, że niemowlę należy obrzezać ósmego dnia, skoro on sam ani nikt inny z jego otoczenia wcześniej nie został obrzezany? Biblia powiada, że zostało mu to objawione przez Tego, który najlepiej zna układ immunologiczny człowieka. Oczywiście Izraelici, poza duchowym sensem nie rozumieli, że wiele z przepisów zawartych w Torze ma znaczenia medyczne. Czas jednak pokazał, że stosując się do nich, uniknęli wielu śmiertelnych plag, które przez wiele stuleci dziesiątkowały ludzkość. Czy nie warto zaufać Biblii, nawet jeśli nie wszystko jest dla nas jasne i zrozumiałe?

***

     Chociaż Biblia nie jest podręcznikiem medycyny naukowej, to jednak na postawione wyżej pytanie Biblia daje odpowiedź pozytywną. Pismo Święte zawiera bowiem uniwersalne zasady dotyczące zachowania zdrowia i to zarówno fizycznego, jak i psychicznego oraz duchowego. Odejście zaś od tych rad i zasad przyczyniło się do wielu strat, nieszczęść i chorób, z utratą życia włącznie.

Niestety, większość ludzi przekonuje się o tym dopiero, gdy zaczyna tracić zdrowie. Pisał o tym już w swoim wierszu „Na zdrowie” Jan Kochanowski: „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz”.

Dopiero więc kiedy dopada nas poważna choroba, zaczynamy brać pod uwagę potrzebę zmiany stylu życia, diety oraz nastawienia do otoczenia i ludzi. A przecież ludzie wierzący powinni być na tyle świadomi, aby już wcześniej zadbać o zdrowie i unikać wszystkiego, co może je zrujnować. Czego zatem – według Biblii – powinniśmy unikać szczególnie?

Alkoholizm

Jednym z najbardziej zgubnych czynników dla naszego zdrowia i bezpieczeństwa jest niewątpliwie nadużywanie alkoholu. Warto przypomnieć, że według danych Komendy Głównej Policji w 2013 r. zatrzymano aż 162 tys. nietrzeźwych kierowców. Nietrzeźwi kierowcy są też sprawcami wielu śmiertelnych wypadków. Co więcej, alkohol jest też przyczyną wielu przestępstw, samobójstw oraz chorób, takich jak chociażby marskość wątroby, zapalenie błon śluzowych żołądka, rak żołądka, a także różnych chorób psychicznych.

Alkoholicy pozbawieni są też wielu przyjemności wynikających chociażby z jedzenia, odpoczynku, pożycia seksualnego oraz korzystania z dóbr kultury. Ponadto pijacy nie są w stanie efektywnie pracować i dlatego wielu z nich traci pracę, popada w nędzę i nierzadko ginie w tragicznych okolicznościach.

Wszystkich tych strat można byłoby uniknąć, gdyby przynajmniej ludzie wierzący (za takich uważa się wielu nadużywających alkoholu) brali sobie do serca biblijne przestrogi. Oto jak Biblia przedstawia ekonomiczne, medyczne i socjalne aspekty pijaństwa:

„Nie bywaj wśród upijających się winem lub obżerających się mięsem, gdyż pijak i żarłok ubożeją, a ospali chodzą w łachmanach (…). Kto mówi: Biada! Kto mówi: Ach! U kogo jest kłótnia? U kogo skarga? Kto ma rany bez powodu? Kto ma zaczerwienione oczy? Ci, którzy do późna przesiadują przy winie, którzy chodzą kosztować winnej mieszaniny. Nie patrz na wino, jak się czerwieni, jak się skrzy w pucharze i lekko spływa do gardła. Bo w końcu ukąsi jak wąż, wypuści jad jak żmija. Twoje oczy oglądać będą dziwne rzeczy, a twoje serce mówić będzie opaczne słowa, i wyda ci się, że śpisz na pełnym morzu i że jesteś jak śpiący przy sterze okrętu. Bili mnie, a wcale nie bolało, tłukli mnie, a nic nie czułem. Jak tylko wytrzeźwieję, znów do niego wrócę”  (Prz 23.20-21,29-35).

Ale czy to znaczy, że Biblia całkowicie zakazuje spożywania alkoholu? Niektórzy uważają, że nie, że zakazuje tylko jego nadużywania. Inni natomiast stoją na stanowisku, że wierzący w ogóle nie powinni pić alkoholu. Należy jednak podkreślić, że jeśli ktoś jest uzależniony od alkoholu lub ma problem z zachowaniem umiaru, wskazane jest, aby w ogóle nie sięgał po alkohol w jakiejkolwiek postaci.

Chociaż Biblia potępia pijaństwo, warto zauważyć, że mówi ona o nim także, szczególnie o winie, jako lekarstwie (por. 1 Tm 5.23; Łk 10.34). Ci którzy dopuszczają spożywanie wina powołują się  na to, że o pozytywnym wpływie umiarkowanego spożywania wina przekonani są też niektórzy przedstawiciele współczesnej medycyny, m. in. profesorowie Jacąues Masquelier oraz Serge Renaud. Uważają oni, że umiarkowane spożywanie wina, szczególnie czerwonego wina gronowego, przeciwdziała miażdżycy, zmniejsza ryzyko zawału serca, udaru mózgu i wpływa korzystnie nie tylko na układ trawienny, ale także nerwowy i hormonalny oraz spowalnia procesy starzenia się organizmu oraz zapobiega demencji starczej. Renaud, który jest kardiologiem, w artykule zamieszczonym w „Journal of Epidemiolog” ostrzega jednak, że wino należy używać z umiarem, ponieważ nadmierne jego picie zwiększa niebezpieczeństwo raka i chorób wątroby. Poza tym, warto też pamiętać, że wino spożywane w nadmiarze „powoduje rozwiązłość” (Ef 5.18). Pismo ostrzega też, że pijacy Królestwa Bożego nie odziedziczą (1 Kor 6.10).

Natomiast ci którzy uważają, że alkohol (ferment) jest czymś złym i wierzący nie powinien go spożywać powołują się na podwójne znaczenie greckiego słowa „oinos” które oznacza zarówno wino niesfermentowane (sok) jak i wino sfermentowane (1 Tym 5.23 może być więc mowa o winie niesfermentowanym). Powołują się także na prof. Walter Weitha lub Samuela Bacchioccchi którzy twierdzą, że leczniczy w winie nie jest alkohol ale sok z winogron w nim zawarty. Powołują się także na starożytne greckie pisma medyczne, które podają, że przy problemach żołądkowych pito wino nieodurzające. Ateneusz stwierdza „Niech weźmie słodkie wino, albo zmieszane z wodą, albo podgrzane, zwłaszcza ten rodzaj zwany protropos [sok wypływający z winogron przed wyciśnięciem], jako że jest to dobre na żołądek; słodkie wino [oinos] nie sprawia, że głowa robi się ciężka” (Ateneusz, Banquet, 2,24; zob. również Piliniusz, Historia Naturalna 14.18).

Niezdrowa dieta

Nie od dziś wiadomo, że jedną z wielu przyczyn zachorowań jest także niewłaściwa dieta. W Księdze Kapłańskiej określono wręcz w sposób szczegółowy, jakich zwierząt Izraelici nie powinni spożywać, a które mogą jeść:

„Takie zwierzęta możecie jeść spośród wszelkich zwierząt, jakie są na ziemi: każde spośród bydła, które ma rozdzielone kopyto i rozszczepioną racicę i przeżuwa pokarm, możecie jeść” (Kpł 11.2-3, por. Pwt 14.3-21).

W końcowej części tego rozdziału czytamy:

„To jest prawo, dotyczące bydła i ptactwa, i wszelkich istot żyjących, które roją się w wodzie, i wszystkiego, co żywe pełza po ziemi, abyście rozróżniali między tym, co nieczyste, a tym, co czyste, oraz między zwierzętami, które się spożywa, a zwierzętami, których jeść nie wolno” (Kpł 11.46-47).

Żydowski komentarz tak uzasadnia ten zakaz:

,,Tora jasno i dobitnie podkreśla wymóg kaszrutu (koszer oznacza dosłownie ‘odpowiedni’, a nie, jak się często mylnie sądzi, ‘czysty’): dzięki sumiennemu przestrzeganiu wspomnianych praw można wspiąć się na drabinie świętości; ich lekceważenie prowadzi z kolei nie tylko do skalania samego siebie, lecz także do stopniowego wznoszenia bariery uniemożliwiającej zrozumienia świętości. Tak jak ktoś, kto stale słucha głośnej muzyki i ostrych dźwięków, stopniowo i niezauważalnie traci zdolność słyszenia dźwięków czystych i rozróżnienia subtelnych modulacji, tak i spożywanie żywności niekoszernej – jak uczy Tora – tłumi potencjał duchowy i nie pozwala na pełne wykorzystanie możliwości stawania się świętym, a także – co najgorsze – odbiera zdolność dostrzegania tej straty” (,,Tora Pardes Lauder”, Księga trzecia, s. 113).

Podobne stanowisko zajmuje Herman Wouk, który jednak dodaje, że przepisy dotyczące diety ustanowione zostały dla dobra narodu izraelskiego nie tylko ze względów religijnych, ale również w trosce o jego zdrowie. Pisze on:

,,Żydzi przeżyli trzydzieści wieków, ciesząc się lepszym zdrowiem niż inne narody, dzięki temu, że nie jedli węży, świń, dżdżownic, krewetek i żółwi” (,,To jest mój Bóg”, Warszawa 2002, s. 127).

Problem mięsny

Co ciekawe, również coraz więcej dowodów naukowych wskazuje, że zwierzęta „nieczyste”, wymienione między innymi w Księdze Kapłańskiej są niezdrowe dla człowieka. Stwierdzono bowiem, że jedzenie np. wieprzowiny ma powiązanie z chorobą wieńcową serca, rakiem i niektórymi chorobami zakaźnymi. Poza tym stwierdzono także, że większość z wymienionych zwierząt „nieczystych” może przenosić niebezpieczne choroby pasożytnicze. Są one bowiem niczym „odkurzacz”, który pochłania wszelkie odpadki i nieczystości.

Coraz częściej medycyna naukowa podkreśla też, że najgroźniejsze dla człowieka choroby są skutkiem jedzenia także tzw. zwierząt „czystych”. Wołowina stanowi bowiem najczęstsze źródło groźnej dla nas bakterii Eschericha coli. A skoro tak jest, to o ileż bardziej niebezpieczną dla naszego zdrowia jest – tak popularna w naszym kraju – wieprzowina. Tym bardziej – jak udowodniono – że zdecydowana większość kwasu moczowego pozostaje w jej organizmie. Poza tym świnia jest nosicielem różnych pasożytów, z których najgroźniejszym jest Trichinella Spiralis, powodująca nie tylko zapalenie błony śluzowej jelit, zatrucie pokarmowe i metaboliczne, ale także zmiany skórne oraz zapalenie naczyń na tle immunologicznym.

Pisząc o szkodliwości jedzenia pokarmów zwierzęcych nie chcę oczywiście powiedzieć, że nie możemy jeść mięsa. Warto jednak pamiętać, że – jak pisze w „The Super Antioxidans” dr James Balch

„mężczyźni, którzy jedzą czerwone mięso 5 razy w tygodniu, chorują 4 razy częściej na raka jelita grubego w porównaniu z mężczyznami, którzy jedzą czerwone mięso raz w miesiącu. W tym samym badaniu stwierdzono, że mężczyźni, którzy jedzą mięso codziennie byli 2 razy bardziej zagrożeni powstaniem raka gruczołu krokowego w porównaniu z mężczyznami, którzy nie jedli mięsa regularnie”.

W związku z tym, że dieta bogata w owoce i warzywa jest najlepszym sojusznikiem w walce z różnymi chorobami, warto przypomnieć, że według Księgi Rodzaju, początkowo dieta ludzka w ogóle nie zawierała mięsa (por. Rdz 1.29). Pierwszą zaś wzmiankę sugerującą poszerzenie jarskiej diety o pokarm zwierzęcy znajdujemy dopiero w związku z opowieścią o potopie (Rdz 9.3). Prawa dietetyczne objęły jednakże również krew i tłuszcze: „(…) żadnego tłuszczu i żadnej krwi spożywać nie będziecie” (Kpł 3.17, por. Kpł 17.10-11; Rdz 9.4).

Jak widać, Biblia zawiera ponadczasowe prawa, które warto respektować również dziś. Tym bardziej że przemawiają za tym następujące racje: względy zdrowotne; względy estetyczne – część zwierząt budzi wstręt (płazy, gady, skorupiaki, robaki); względy higieniczne – część zwierząt „nieczystych” żywi się padliną (świnia, węgorz, hiena, drapieżniki); względy humanitarne – niektóre zwierzęta „nieczyste” żyją w przyjaźni z człowiekiem i służą mu (koń, pies, kot, wielbłąd, osioł); względy duchowe – Biblia łączy zdrowie duchowe z wiernością Bogu: „Uświęcajcie się i bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty! Nie zanieczyszczajcie się żadnym płazem” (Kpł 11.44).

***

     Właściwa troska o zdrowie to przede wszystkim profilaktyka, która uwzględnia nie tylko sferę fizyczną, ale także duchową. Biblia bowiem główny nacisk kładzie najpierw na zdrowie duchowe, a dopiero w następnej kolejności na zdrowie fizyczne. Od czego jednak zależy to zdrowie duchowe?

Podstawą powinna być – jak mówi Pismo – wiara w Boga (por. Rz 10.17; Hbr 11.6) oraz przestrzegania Jego ponadczasowych przykazań.

„Tak mówi Jahwe, twój Odkupiciel, Święty Izraelski: Ja, Jahwe, twój Bóg, uczę cię tego, co ci wyjdzie na dobre, prowadzę cię drogą, którą masz iść. O, gdybyś zważał na moje przykazania, twój pokój byłby jak strumień, a twoja sprawiedliwość jak fale morskie!” (Iz 48.17-18).

Zatrwożony umysł

Według Biblii istnieje zatem wyraźna zależność między zdrowiem fizycznym a zdrowiem psychicznym. Fakt ten jednak współczesna medycyna odkryła dopiero w XX wieku. Biblia zaś mówi o tym już od trzech tysięcy lat. A oto i jej diagnoza:

Umysł spokojny zapewnia ciału życie, lecz namiętność toczy członki jak robak” (Prz 14.30).

Wiedząc, że zatrwożony umysł może przyczynić się do paraliżu, rozpaczy oraz utraty wiary, Jezus wielokrotnie do różnych osób mówił: „Nie bój się, tylko wierz!” (Mk 5.36). Wiedział, że zatrwożony umysł może przyczynić się nie tylko do wyżej wymienionych strat, ale także do poważnych zakłóceń w organizmie, a nawet chorób śmiertelnych.

Dziś dzięki medycynie naukowej wiemy już bez cienia wątpliwości, że emocjonalne napięcia w umyśle mogą spowodować ogromne zmiany w ciele oraz wszelkiego rodzaju choroby. Zatrwożony umysł (psyche) może bowiem wywołać cały szereg rozmaitych zakłóceń w ciele (soma) – stąd termin psychosomatyczny – od bólu głowy, wymiotów, po wrzody jelit z zawałem serca włącznie.

Co ciekawe, często też dzieje się tak, że jeśli ktoś czegoś się obawia, to zazwyczaj to go też dosięga. Tak jak powiedział biblijny Hiob:

„Bo to, czego się bałem, nawiedziło mnie, a to, przed czym drżałem, przyszło na mnie” (Hi 3.25).

Można zatem powiedzieć, że gdybyśmy umieli uwolnić się od naszych lęków i niepokojów, to zapewne bylibyśmy o wiele zdrowsi i szczęśliwsi. Jak jednak to zrobić? Czy wystarczy samo pozytywne myślenie?

Prawdą jest, że optymistyczne, pozytywne myślenie jest jak najbardziej wskazane. Jednakże w wielu przypadkach ono samo niewiele nam pomoże, ponieważ potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Apostoł Paweł ujął to tak:

„Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości” (2 Tm 1.7).

Innymi słowy, potrzebujemy pomocy z góry. Bowiem to Bóg jest źródłem mocy, miłości i pozytywnego myślenia, i tylko On może uwolnić nas od „ducha bojaźni” zgodnie ze słowami Dawida:

„Jahwe światłością moją i zbawieniem moim: kogóż bać się będę? Jahwe ochroną życia mego: kogóż mam się lękać?” (Ps 27.1).

Egocentryzm

Ale nie tylko zatrwożony umysł toczy nasze członki jak robak, ale również nacechowane egocentryzmem niewłaściwe uczucia są przyczyną wielu powikłań i chorób. I to także potwierdza dziś współczesna psychiatria. Jakie zatem lekarstwo zaleca Biblia?

„Nie uważaj się sam za mądrego, bój się Boga i unikaj złego! To wyjdzie na zdrowie twojemu ciału i odświeży twoje kości” (Prz 3.7-8).

Innymi słowy, człowiek byłby w stanie uniknąć wielu kłopotów i chorób, gdyby porzucił swoje nieczyste i egoistyczne pragnienia i zastosował się do praktycznych nauk Pisma Świętego. Biblia mówi o tym tak:

„Synu mój, zwróć uwagę na moje słowa; nakłoń ucha do moich mów! Nie spuszczaj ich z oczu, zachowaj je w głębi serca, bo są życiem dla tych, którzy je znajdują, i lekarstwem dla całego ich ciała” (Prz 4.20-22)

oraz:

„Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia (…), żeby nikt nie pozostał z dala od łaski Bożej, żeby jakiś gorzki korzeń, rosnący w górę, nie wyrządził szkody” (Hbr 12.14-5).

Biblia mówi więc, że to, co najbardziej nas zżera, to gorzki duch egoizmu i zazdrości. Zdrowi, a przynajmniej o wiele zdrowsi moglibyśmy zatem być, gdyśmy po prostu zastosowali się do zasad zawartych w Biblii. Jezus powiedział:

„Wszystko, obyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie” (Mt 7.12).

Ogromną cenę płacimy także ilekroć wdajemy się w różnego rodzaju konflikty i reagujemy złością. Nie od dziś bowiem wiadomo, że „co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Ga 6.7); że złość, gniew, nieprzebaczenie mogą przyczynić się do poważnych powikłań oraz takich chorób, jak chociażby zapalenie i owrzodzenie błon śluzowych. W jaki sposób temu zapobiec? Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że złość, spory czy też szukanie odwetu, nie ma absolutnie najmniejszego sensu. Tak samo jest z pielęgnowaniem poczucia krzywdy i nieprzebaczenia. To pułapka, która tylko pogłębi nasze zgorzknienie i zniewoli nas od tych destruktywnych uczuć. Najlepiej zatem zrobimy, kiedy zmienimy nasze nastawienie zgodnie z następującą radą:

„Odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, bluźnierstwo i nieprzyzwoite słowa z ust waszych; nie okłamujcie się nawzajem (…). Przyobleczcie się (…) w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, łagodność i cierpliwość, znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem (…). A ponad to wszystko przyobleczcie się w miłość, która jest spójnią doskonałości” (Kol 3.8-9,12-14).

     Można dodać, że gdybyśmy byli „jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie” (Ef 4.32), na pewno bylibyśmy o wiele zdrowsi. A tak przy okazji – szkoda, że nawet wśród lekarzy, którzy przecież doskonale wiedzą, że właściwe podejście do pacjenta oraz dobre słowo może zdziałać „cuda”,  spotyka się osobników obojętnych i surowych, chociaż już w czasach starożytnych podkreślano, że „miłe słowa są jak plaster miodu, słodyczą dla duszy i lekarstwem dla ciała” (Prz 16.24).

Troski i zmartwienia

Wiele schorzeń jest także następstwem nadmiaru trosk i zmartwień związanych chociażby z obawą o utratę pracy, finansów, zdrowia, życia czy też z obawami dotyczącymi przyszłości dzieci. Nie od dziś też wiadomo, że zmartwienia negatywnie wpływają nie tylko na przemianę materii, ale także przyczyniają się do wrzodów żołądka i dwunastnicy oraz wielu innych dolegliwości. Biblia ujmuje to tak:

Zmartwienie w sercu człowieka przygnębia go” (Prz 12.25), a „przygnębiony duch wysusza ciało” (Prz 17.22).

Najgorsze i najdziwniejsze jest to, że wielu ludzi martwi się o coś, co się jeszcze nie zdarzyło i co być może nigdy nie nastąpi. Taka zaś postawa zaprzecza słowom Jezusa, który powiedział:

„Nie troszczcie się o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć ma dzień swego utrapienia” (Mt 6.34).

Z powyższych słów wynika więc, że nigdy nie powinniśmy się troszczyć na zapas, chyba że ktoś z naszych bliskich rzeczywiście ma poważne problemy lub bardzo cierpi. Wtedy troska jest zrozumiała, ale wtedy też pobudza nas ona do konkretnego działania. Jeśli jednak nie istnieje uzasadniona przyczyna, a jedynie bezpodstawne obawy, powinniśmy raczej pójść za następującą radą Jezusa:

„Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie” (Mt 26.41, por. Łk 21.36; Mt 24.20).

Modlitwa płynąca z wiary może bowiem w wielu przypadkach okazać się o wiele skuteczniejsza od środków uspokajających. Może pomóc w przezwyciężeniu lęku i stawieniu czoła nowym wyzwaniom. Tym bardziej jeśli zostanie połączona ona ze zmianą nastawienia, zgodnie ze słowami:

„Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie wasze prośby Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelkim rozum, strzec będzie serc i myśli waszych w Chrystusie Jezusie. Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały” (Flp 4.6-8).

Spełnienie powyższych zaleceń zależy oczywiście od nas. To my bowiem jesteśmy kowalami własnego losu i to od nas zależy, czy będziemy się niepotrzebnie martwić i narzekać, czy też zmienimy swoje nastawienie do wszystkiego, co przynosi nam życie, i zaczniemy odważnie i z wiarą działać. Warto też zawsze pamiętać, że wesołe serce jest najlepszym lekarstwem, lecz przygnębiony duch wysusza ciało (Prz 17.22).

Co więcej – ludzie wierzący nie powinni uzależniać radości od nastroju, czy okoliczności. Napisano bowiem: „Zawsze się radujcie” (1 Tes 5.16) oraz: „Radujcie się zawsze w Panu” (Flp 4.4). Pamiętajmy, że te ostatnie słowa napisane zostały z więzienia. Zatem nawet wtedy, gdy znajdujemy się w niesprzyjających okolicznościach, czy też gdy nie wszystko układa się po naszej myśli i zaczyna nas ogarniać przygnębienie, nie traćmy wiary, lecz pójdźmy za radą Dawida, który napisał:

„Zrzuć na Boga brzemię swoje, a On cię podtrzyma! On nie dopuści, by na zawsze zachwiał się sprawiedliwy” (Ps 55.23).

Bolesław Parma